Jak to zmieścić w jednym poście? Zadałam sobie to pytanie przedwczoraj i do dzisiaj nie znam odpowiedzi.
Pobyt w Polsce- choć był względnie długi- minął bardzo szybko.
Przylecieliśmy do Ber., jeden dzień w Szcz. i spotkanie z 5xM. Dzień później Sul. i tak zleciały święta. Po chwili udany Sylwester- raz jeszcze gratulacje dla zaręczonych tego dnia A&P!
(całkiem szybko opisałam 2 tygodnie…).
Styczeń już cały w Szczecinie. Głównym zadaniem było rozpoczęcie sesji i jednoczesne jej zakończenie. Mało snu, dużo wysiłku, trochę nadziei, duża dawka cierpliwości od Ma. i Mag.:) Udało się. Mogę nawet powiedzieć, że jest całkiem nieźle
W miesiąc udało się skończyć to, czego kilka osób z roku w ogóle nie skończy- przykre, ale prawdziwe. Mi się podoba i już.
Ten miesiąc pokazał mi, że nie lubię tego wydziału, ale są osoby, które warto było poznać, gdzie na szczególną uwagę zasługuje Mała M-ynka.
Najbardziej żałuję tego, że nie udało mi się spotkać z wszystkimi, których mi tu brakuje. Studia i jednoczesna praca pożerały mi wszystkie 24 godziny dziennie. Gdy jednak udawało się wygospodarować godzinkę, lub dwie, to były one zagospodarowane w bardzo miły sposób, za co dziękuję wszystkim współtowarzyszom szklanki, kufla i łyżwy.
Jak wiadomo, pamięć słabnie z czasem, dlatego niektóre z powyższych sytuacji mogły być opisane dosyć powierzchownie i skrótowo. Jednak nie mogę pominąć ostatniego wieczoru w Szcz. Okazało się, że nawet jeżeli nie było mnie na absolutorium, to absolutorium poczekało na mnie. Mg. i Ma. zafundowały mi wieczór w birecie (który trzymały dla mnie z obrony!), oglądając nagranie z absolutorium i najpiękniejsze przemówienie najlepszej studentki, i zajadając się paprykarzem szczecińskim czekając na pizzę. Było też wino węgierskie z dryfującym korkiem (a nie mówiłam!
. I prezenty! Dostałam wielką paczkę ulubionych słodkości, wspomnianego paprykarza, personalizowanej wódki, personalizowanego piwa, i amulet na szczęście w postaci temperówki (ma to bardzo symboliczne znaczenie- omijajcie temperówki
.
Dzień później pociąg do Poznania, samolot do Madrytu. Jedna noc w hostelu i przeprowadzka do nowego, własnego mieszkania, gdzie rządzić będziemy przez kolejne 7 miesięcy. Małe, ale przyjemne. Dziś w nocy hałaśliwego sąsiada zabrała policja, więc już powinno być spokojnie.
Piątek, ostatkami sił kończę pracę i wychodzę. Należy mi się weekend.