Kolejny, zimny tydzień

W środę zrobiłam faworki. klepiąc ciasto prawie zbiłam butelkę po winie, a wycinając wzorki z cienko rozwałkowanego ciasta pocięłam drewniany stolik, który posłużył mi za deskę.
Ważne, że faworki były wyjątkowo smaczne, mimo, że bez cukru- kryształki się osypały. Tak czy inaczej, polecam faworki na piwie.

Weekend będzie nam przydatny. potrzebuję odpoczynku. Już sprawdziłam, które muzea są w tych dniach darmowe- bo jak przyjdzie pełnia lata, to znowu zapomnimy o sztuce. Stwórzmy chociaż pozory.
Zapomniałam się pochwalić, że kupiłam sobie śliczne buciki za 7E! Okazuje się, że nie tylko mamy ładne mieszkanko, ale też miłą i tanią okolicę :)

Trzeba też pojechać do carrefour po polskie ogórki konserwowe.

Read Comments

Uwielbiamy nasze mieszkanie, mimo, że jest zimno!

W sobotę odbyła się impreza informatyczna w naszym małym mieszkanku- grupa programistów z firmy, w towarzystwie swoich dziewczyn, żon czy też matek. Było sympatycznie, polskie trunki wszystkim smakowały. Chciałam też zrobić coś polskiego- nie mamy piekarnika, więc padło na krokiety. Niestety, nigdzie nie znalazłam kapuchy, więc krokiety były z pieczarkami. Wyszło ich sporo, więc cały tydzień planujemy jeść krokiety. Wszyscy wyszli z mieszkania o własnych siłach. Jak się dowiedzieliśmy dzień później, byli nawet w stanie wsiąść do samochodów i pojechać do domu- i tutaj przeszły nas niezłe ciarki. Eh, ci szpaniolce…

A wcześniej, wychodząc do sklepu zamknęliśmy drzwi z kluczami w dziurce, wewnątrz. W taki oto sposób poznaliśmy naszego butnego kolegę sprzed kilku nocy, ponieważ Programista musiał skakać z jego balkonu na nasz, abyśmy dostali sie do mieszkania. Jakby nie patrzeć, jest to bardzo oryginalny sposób na poznanie sąsiada :-)

Wczoraj mieliśmy rocznicę, więc poszliśmy na to co lubimy- do hindusa na jedzenie wegetariańskie. Choć prawda jest taka, że Programista od 2 tygodni codziennie marudzi, że chce tam iść, więc rocznica była tylko pretekstem :)
Dziś walentynki, więc otworzymy wino. Choć prawda jest taka, że codziennie otwieramy.

Tutaj nadal zimno, choć czuć poprawę z dnia na dzień. Oby do słońca!

Read Comments

Idzie wiosna

Mija tydzień od naszego przyjazdu. W pracy nie zmieniło się nic, nadal klepiemy te same rzeczy w te same klawiatury :)
Mieszkanie sprawdza się bardzo dobrze, choć jest to ciemna i zimna komnata, którą trudno przywrócić do stanu używalności. Najgorzej jest w łazience, trzeba długo nagrzewać maleńkim farelkiem.
Mam też poważnie obity tył głowy od prostowania się na antresoli, która generalnie nie sprzyja osobom wyższym niż 0,9m.

Zapełniamy lodówkę. Jest tak wielka, że wyszliśmy z założenia, że jeżeli już ją trzeba utrzymywać, to niech chociaż będzie pełna. Jest tam też opakowanie malutkich krewetek. Już otwarte, bo odważyłam się przyrządzić je po raz pierwszy. Efekt zaskoczył mnie bardzo pozytywnie- były smaczne, a konsystencja całkiem przyjemna! Smacznego :-)

A za oknem słońce i chyba cieplej niż wczoraj, a jeszcze cieplej niż przedwczoraj. To dobrze wróży.

Read Comments

Półtora miesiąca w Polsce. Widziane z Madrytu.

Jak to zmieścić w jednym poście? Zadałam sobie to pytanie przedwczoraj i do dzisiaj nie znam odpowiedzi.

Pobyt w Polsce- choć był względnie długi- minął bardzo szybko.
Przylecieliśmy do Ber., jeden dzień w Szcz. i spotkanie z 5xM. Dzień później Sul. i tak zleciały święta. Po chwili udany Sylwester- raz jeszcze gratulacje dla zaręczonych tego dnia A&P!
(całkiem szybko opisałam 2 tygodnie…).

Styczeń już cały w Szczecinie. Głównym zadaniem było rozpoczęcie sesji i jednoczesne jej zakończenie. Mało snu, dużo wysiłku, trochę nadziei, duża dawka cierpliwości od Ma. i Mag.:) Udało się. Mogę nawet powiedzieć, że jest całkiem nieźle :-) W miesiąc udało się skończyć to, czego kilka osób z roku w ogóle nie skończy- przykre, ale prawdziwe. Mi się podoba i już.

Ten miesiąc pokazał mi, że nie lubię tego wydziału, ale są osoby, które warto było poznać, gdzie na szczególną uwagę zasługuje Mała M-ynka.

Najbardziej żałuję tego, że nie udało mi się spotkać z wszystkimi, których mi tu brakuje. Studia i jednoczesna praca pożerały mi wszystkie 24 godziny dziennie. Gdy jednak udawało się wygospodarować godzinkę, lub dwie, to były one zagospodarowane w bardzo miły sposób, za co dziękuję wszystkim współtowarzyszom szklanki, kufla i łyżwy.

Jak wiadomo, pamięć słabnie z czasem, dlatego niektóre z powyższych sytuacji mogły być opisane dosyć powierzchownie i skrótowo. Jednak nie mogę pominąć ostatniego wieczoru w Szcz. Okazało się, że nawet jeżeli nie było mnie na absolutorium, to absolutorium poczekało na mnie. Mg. i Ma. zafundowały mi wieczór w birecie (który trzymały dla mnie z obrony!), oglądając nagranie z absolutorium i najpiękniejsze przemówienie najlepszej studentki, i zajadając się paprykarzem szczecińskim czekając na pizzę. Było też wino węgierskie z dryfującym korkiem (a nie mówiłam! :) . I prezenty! Dostałam wielką paczkę ulubionych słodkości, wspomnianego paprykarza, personalizowanej wódki, personalizowanego piwa, i amulet na szczęście w postaci temperówki (ma to bardzo symboliczne znaczenie- omijajcie temperówki :) .

Dzień później pociąg do Poznania, samolot do Madrytu. Jedna noc w hostelu i przeprowadzka do nowego, własnego mieszkania, gdzie rządzić będziemy przez kolejne 7 miesięcy. Małe, ale przyjemne. Dziś w nocy hałaśliwego sąsiada zabrała policja, więc już powinno być spokojnie.

Piątek, ostatkami sił kończę pracę i wychodzę. Należy mi się weekend.

Read Comments

Pakowanie

Niestety nie wino, ale wszystko poza tym się nam rozmnożyło. Mamy dokładnie 2 razy więcej rzeczy, niż po przylocie pół roku temu. 2 wielkie kartony z Ikei (znaleźliśmy na ulicy kilka dni temu :) i plecak ze śpiworem zostaną na przechowaniu w biurze, a te same walizki, które z nami przeleciały, wracają. Zmiana taka, że zamiast wódki jest w nich wino.
Oddaliśmy dziś znajomemu z biura rowery na przechowanie. Po pół roku nadal zaskakuje nas ich przemiłe nastawienie do wszystkiego, są niesamowici w swojej dziwności :)
Jutro rano idziemy jeszcze z szefem do urzędu załatwić numer nadawany tu obcokrajowcom (coś jakby tymczasowe zameldowanie), później na chwilkę do pracy i fruuu, samolotem do berlina.

I tak właśnie zamyka się pierwszy poważny rozdział naszej hiszpańskiej przygody. Za 24 godziny będziemy w Polsce, albo blisko jej granicy.

Read Comments

Odliczanie dni do wylotu, start!

Dziś podobno jakiś ważny mecz. Sąsiad wychodzi sam z siebie krzycząc “gol” więc jestem prawie na bieżąco.
My psychicznie już prawie w samolocie, choć nie widać tego po bagażach, które w ogóle nie chcą się pakować. Dziś byliśmy na spotkaniu z dziewczyną, która może uczyć nas hiszpańskiego. Może być to najdroższy interes w naszym życiu, ale chyba warto. Zaczęlibyśmy od lutego. Dziś kupiliśmy też bilet powrotny. Udało się trafić na promocje, choć bagaże to koszt taki sam jak cena biletu.
Praca ogarnia mnie co raz bardziej, już nie wspomnę o Programiście, który na każdym kroku widzi SEO, narzędzia analityczne, słowa kluczowe itc. Aczkolwiek, bardzo mi pomaga, jest moim chodzącym podręcznikiem i skarbnicą wiedzy. Choć natrafiamy na pytania, na które odpowiedzi zna jedynie Pan Google.

W mojej głowie przewijają się też myśli dotyczące uczelni. Zielonego pojęcia nie mam, jak zaliczę tę sesję. Właśnie próbowałam napisać jedną z wymaganych prac, na temat zwównoważonej karty wyników, ale po 10 minutach czytania rzuciłam to w cholerę… dużo czasu upłynie, zanim się wbiję w ten studencki rytm.
Coś mi spacja się wiesza :/
Zdjęć nie ma, bo przypadkiem zostawiłam kartę w pracy.

Read Comments

To był dobry tydzień

To był dobry tydzień

Nareszcie zakończyła się zabawa z Zankyou jedynie w obrębie mojego komputera. Od kilku dni można zaglądać na polską wersję Zankyou, ukrytą pod adresem www.zankyou.com/pl , a ja walczę o dobre imię i wygląd strony :-) Cieszę, się, bardzo.Roboty jest teraz co niemiara, ręce można włożyć we wszystko, ale są tylko dwie, wiec wymaga to czasu, który też ma pewne ograniczenia.

W Madrycie zagościła zima, która wygląda dokładnie jak słoneczny dzień Złotej Polskiej jesieni. Liście spadają z drzew, ale nieustannie ogrzewa je silne słońce.

Zrobiło się też nieco świątecznie, aczkolwiek przejawy tej świąteczności bardzo nas zaskoczyły. Na środku placu Sol stoi choinka. Ale po co zielony i pachnący świerk czy sosna… tutaj stoi żelazna wieża, obwiązana zielonymi i czerwonymi lampkami. Bonus stanowi możliwość wejścia do środka i zobaczenia choinki od wewnątrz. Całość wygląda niezwykle kiczowato. Jest też market świąteczny. bynajmniej z nazwy, bo można na nim kupić ozdoby choinkowe, maskotki, figurki do domowej stajenki i ubrania… Wygląda to strasznie dl aosób, które nie jeden klimatyczny rynek świąteczny już widziały.

NA szczęście na mniejszych placach i placykach można znaleźć zalążki świątecznego klimatu i kupić ręcznie wykonaną biżuterię czy spróbować pieczonych orzechów, kasztanów czy patatów. Na ten ostatni się skusiliśmy, zapewne ostatni raz. Wiedziałam, że smakuje to jak słodkie ziemniaki, ale do tego są mdłe, a my dodatkowo dostaliśmy zimną sztukę.

Ale żeby było trochę smaczniej, poszliśmy wczoraj na obiad do typowej, hiszpańskiej knajpy, w zakamarkach, niedostępnej dla turystów. Karczochy, szparagi i jakaś rybka, a to wszystko w towarzystwie butelki wina. Hiszpańska kuchnia potrafi być pyszna, nawet dla wegetarianki, która z całej długiej karty mogła wybrać tylko 2 pozycje.

Read Comments

Środa

Jak co środę, po pracy pójdziemy do knajpy, gdzie w środku tygodnia duże piwo jest za 1E, w momencie, gdy za drugie euro kupi się kanapkę.  promocja polega na tym, że wszystkie kanapki są za 1E. Może nei jest to wielki powód, ale przynajmniej okazja, żeby nie wrocić do domu jak wczoraj i jutro. A piwo za 1E to także wyjątkowe zdarzenie.

Ktoś właśnie podniósł żaluzje, bo słońce już  nie razi i mam teraz piękny widok. Aż się nie chce pracować…

Dzwoniąc na uczelnię dowiedziałam się, że jest szansa, abym na umowę o pracę dostała indywidualną organizację studiów. Czyli nic nie stoi na przeszkodzie, by tu wrócić.

A, no i rozpoczął się już rynek świąteczny, na plaza Mayor (zupełnie obok knajpy  z tanim piwem :) ). Uwielbiam te miejsca. Rok temu miałam okazję spacerować po podobnych miejscach w Budapeszcie i Krakowie. Szczególnie ten budapesztowy był cudowny! Mam nadzieję, że tutaj będzie podobnie, choć bez śniegu i grzanego wina…

Read Comments

Pawi park

Pawi park

W końcu coś się dzieje, chociaż próbuje.

W tym tygodniu zostaliśmy zaproszeni na prawie- polski wieczór. Okazało się, że koleżanka z pracy (Niemiecka Nambijka, albo Nambijska Niemka, do końca nie wiadomo) mieszka z Polką. Na kolacji dodatkowo był Francuz.

Bardzo przyjemni ludzie i bardzo smaczna kolacja. Programista załapał się na bigos, ja zostałam przy wegetariańskich kanapkach (wiecie, jakie genialne jest połączenie koziego sera z awokado?!). Po dużej dawce alkoholu (włączając polską wódkę), nad ranem przeszliśmy przez pół Madrytu, aby w końcu dotrzeć do łóżka, przespać kilka godzin i ponownie wsiąść do pociągu jadącego do Parku technologicznego. Praca mało efektywna, bo w głowie szum, ale po informacji, że dziś strona ruszy on-line, mocno zabrałam się  do pracy. Wszystko skończyłam, a strona nie wyszła. Kolejny raz dałam się nabrać na hiszpański pośpiech, eh.

Sobota byłą niemal upalna. Fakt,jest chłodno jak zawieje, ale słońce naprawdę piekło. Byłam jedną z nielicznych osób, bez okularów przeciwsłonecznych na nosie- w dużym stopniu jest to amerykański trend, niewątpliwie, ale słońce też daje powody do ich noszenia.

Poszliśmy do parku Rastro na obiad. Oczywiście mieliśmy go w plecaku, jeszcze ciepły- zapakowany w pudełka. Zjedliśmy, wypiliśmy drinka z termosu, nacieszyliśmy się ostatnimi promykami słońca i poszliśmy na spacer. Poszliśmy do parku z pawiami. Jak się okazało, nie było ich jak zawsze pochowanych w krzakach. Zupełnie przypadkowo znaleźliśy je.. na drzewach! Spały.

Nasze odkrycie- te wielkie ptaki latają, co wygląda bardzo przerażająco.  Nieco przerażające także było to, że zastaliśmy wszystkie bramy z parku zamknięte! Wraz z 8 innymi osobami, szukaliśmy kogoś, kto mógłby nas wypuścić. Park z pawiami znajduje się w wielkim parku Rastro, więc było co najmniej dziwne, że ktoś nas nie zauważył… W pokoju dla stróża paliło się światło, włączone były monitorki z kamer, ale nikogo nie było. Jeden z zamkniętych przeskoczył przez bramę (4, może 5 metrów, z długimi kolcami na górze) i pobiegł po pomoc. Ktoś zadzwonił po policję. Po kilku minutach przyszli pracownicy ochrony i wypuścili nas.

Wróciliśmy do domu, koniec soboty.

Read Comments

Przerwy w pisaniu bloga wydłużają się, a to grozi całkowitym zanikiem, więc staram się ostatkami palców.

Na dziś praca skończona, ale czekając na programistę mogę coś klepnąć.

Z istotniejszych ostatnimi czasy były odwiedziny Ma. Bardzo fajne kilka dni, dzięki którym nawet my poznaliśmy nocne życie madrytu (po 4 miesiącach),  odkryliśmy świetną knajpę (gdzie Ma skusiła się na paellę z dużą ilością zwierząt. Podobno nawet smaczne. Pierwsze miejsce, gdzie dla 3 osób zamawiających po kieliszku wino, kelner przyniósł całą butelkę. Tak, od tej pory uwielbiamy to miejsce! poza tym, dawaliśmy się zapraszać na darmowe mojito, targowaliśmy się o whisky i pozwalaliśmy się wprowadzać do każdego napotkanego lokalu. Bardzo fajne kilka dni. Pogoda tez dopisała, bo dzień później spadl deszcz i tak pada do dziś.

W pracy nadal czekam na jakieś ukłony w stronę mojej pracy. Czekam, dostaję mylne sygnały i nic. Mam jakieś monotonne zadanie, którego jedyną zaletą jest pochłanianie czasu. Dostałam też 2, ale nie miałam czasu na nie spojrzeć, to pierwsze jest bardzo absorbujące.

Zdecydowaliśmy się też wrócić. Biletu powrotnego nie kupiliśmy, ale zostawimy tu kilka rzeczy, więc trzeba będzie wrócić.

i to chyba tyle, bo ani pogoda za oknem, ani gól głowy (nie wiem czy po tym zadaniu, czy może jest to początek grypy) nie zachęca do klepania w klawiature.

Read Comments